Spotkanie autorskie

okładka książki

Serdecznie zapraszamy na spotkanie ze Zbigniewem Waszkielewiczem i jego książką „Wujek Ziuniek – kopiuj, wklej", które odbędzie się w MDSM 14 grudnia 2017 r. o godz. 18.00.

ZBIGNIEW WASZKIELEWICZ
aktor, reżyser, pedagog, animator kultury. Absolwent Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie (1974).

Po 12 latach pracy w teatrach dramatycznych rozpoczął w 1986 r. własną autorską działalność pod nazwą Teatr IOTA. W roku 1995 przeniósł siedzibę Teatru IOTA z Katowic do wsi Radzie na Mazurach, gdzie na stałe zamieszkał - w 10-hektarowym siedlisku realizuje widowiska plenerowe oraz warsztaty teatralne i interdyscyplinarne.
Niezależnie od własnej pracy twórczej zajmuje się edukacją artystyczną, prowadzi warsztaty teatralne dla młodzieży i warsztaty metodyczne dla nauczycieli.

W latach dziewięćdziesiątych XX w. współpracował z MDSM w ramach warsztatów teatralnych oraz prezentacji autorskich spektakli.

W roku 2009 w Domu prezentowany był spektakl "POD GOŁYM NIEBEM - OUTDOORS 2009" na zakończenie międzynarodowej trasy projektu, obejmującej Niemcy, Holandię, Belgię, Luksemburg, Francję, Hiszpanię, Portugalię i Szwajcarię.
W roku 2012 Zbigniew Waszkielewicz wydał swoją pierwszą powieść „Wujek Ziuniek na długie zimowe wieczory", za którą otrzymał WAWRZYN – Literacką Nagrodę Warmii i Mazur. Książka „Wujek Ziuniek – kopiuj, wklej" (2016) podejmuje pewne wątki pierwszej powieści, ale jest w swej kanwie autonomiczna – dla jednego czytelnika będzie kontynuacją losów znanych mu postaci, dla innego – spotkaniem z nową opowieścią.

Recenzja książki autorstwa Wojciecha Marka Darskiego

Wojciech Marek Darski

„JAK KRZYKNĄĆ, TO NAWET FILOZOF ZROZUMIE”

Tytuł recenzji nowej książki Zbigniewa Waszkielewicza pozwoliłem sobie zaczerpnąć z bogatego zestawu Ziuńkowych „złotych myśli”, ludowych porzekadeł, które otwierają każdy kolejny rozdział, a i w treści pojawiają się co krok, gdyż tak się objawia prosta (ale wcale nie prostacka) mądrość ludowa, usiłująca tłumaczyć to, co niewytłumaczalne, czyli życie, świat i całą resztę…

W roku 2012 Zbigniew Waszkielewicz – twórca oryginalnych form teatralnych z niewielkiego, mazurskiego Radzia – objawił się nieoczekiwanie jako pisarz. Jego debiutancka książka „Wujek Ziuniek na długie zimowe wieczory” na tyle poruszyła czytelników i tzw. olsztyński establishment literacki, iż została uhonorowana ważnym wyróżnieniem – „Wawrzynem Literackim Warmii i Mazur”. Kontynuacja owej publikacji, zatytułowana „Wujek Ziuniek – kopiuj, wklej”, zawiera nowych piętnaście rozdziałów – piętnaście opowieści o ludziach i wydarzeniach, których filozoficzne sedno streszcza zawsze ludowa sentencja, zamieszczona jako tytuł rozdziału.

O ile w pierwszej części Ziuńkowych opowieści mieliśmy do czynienia przede wszystkim ze skomplikowanym światem przemian, jakie dokonywały się w mazurskim świecie na skutek II wojny światowej, to w kontynuacji „Wujek Ziuniek – kopiuj, wklej” historie zataczają szersze kręgi, wykraczając poza świat mazurski oraz wnikając głębiej w osnowę zdarzeń. Zmienia się też rola tytułowego wujka Ziuńka. O ile w pierwszej części był namacalnie obecny, uczestnicząc w opisywanych wątkach fabularnych, to w kontynuacji pojawia się jedynie jako postać „zza planu”, duch sprawczy opisywanych wydarzeń i przeżyć, nieobecny jednak fizycznie w głównym toku narracji.

W nowych, Ziuńkowych opowieściach autor sięga często po trudne i kłopotliwe do dnia dzisiejszego tematy. Już w pierwszym rozdziale książki pojawia się wątek tzw. Besatzungskind, czyli dzieci zrodzonych na skutek zbiorowych gwałtów, czynionych masowo przez żołnierzy radzieckich na Niemkach. Owa genetyczna dezintegracja aryjskiej „rasy panów”, realizowana planowo przez radziecką soldateskę (jawnie do niej nawoływał radzieckich żołnierzy m.in. wybitny pisarz Ilja Erenburg), została przez autora ukazana w niezwykle delikatny sposób, poprzez wprowadzenie postaci Gabi Konopki – dziecka dwunastu radzieckich tatusiów… W dialogach przewija się też kwestia współczesnego poczucia odpowiedzialności za traumatyczne wydarzenia z lat wojny i powojennych, ukazująca m.in. różnicę ocen, spowodowaną odrębnymi punktami widzenia, które relatywizuje również czas. Innym trudnym tematem jest narodowo-wyzwoleńcza walka Ukraińców, których bardzo wielu przymusowo przesiedlono na Mazury w ramach akcji „Wisła” w 1947 r. Ze względu na rzeź wołyńską ten temat jest wciąż „gorący” w polsko-ukraińskich stosunkach na szczeblu międzypaństwowym, a trzeba pamiętać, iż paradoks historii sprawił, iż na Mazurach w 1947 r. „repatriowani” Wołyniacy i przesiedleni „banderowcy” znów stali się sąsiadami.

Bardzo ważna jest forma w jakiej autor nawiązuje do owej niełatwej tematyki. Wątki te nie są narzucane w jakiś „programowy” sposób. Pojawiają się naturalnie, wręcz bezwiednie, w dialogach, toczonych przez bohaterów opowieści. Narrator nie sili się też na jakąś próbę moralnej, czy historycznej oceny. Jedynym podsumowaniem, jeśli w ogóle można to tak nazwać, są właśnie owe Ziuńkowskie sentencje, stylizowane na „mądrość ludową”. Na przykład historię „dziecka gwałtu” – Gabi Konopki ogarnia taka myśl: „Deszcz nie zmyje, ogień nie wypali – tej duszy żaden żywioł nie ukoi”… Wątkiem, który mnie osobiście bardzo poruszył, i który w kolejnej części Ziuńkowych opowieści stanowi istną perełkę, jest przewijająca się przez stronice książki historia młodzieńczego zauroczenia, szkolnej miłości narratora. Taki mały, błękitny kwiatuszek, przebijający się przez zgliszcza i ludzkie popioły, gdyż jest to niewinne uczucie w cieniu zagłady – miłość do żydowskiej dziewczynki w powojennym Oświęcimiu. To piękna i bardzo naturalna odpowiedź na wszystkie filozoficzne pytania o możliwość dalszego funkcjonowania wiary, poezji i w ogóle humanistycznych wartości w obliczu Holokaustu, którego Oświęcim jest złowrogim symbolem. Jak jakiś oniryczny obraz Degasa – żydowska dziewczynka na huśtawce obok dawnej willi komendanta obozu, wiersze Jesienina wśród pól użyźnionych ludzkimi popiołami… Małe światełko w mrokach, aż chciałoby się rzec za świętym Janem: Światłość w ciemności świeci, a ciemność nie może jej stłumić. W epilogu nowego zbioru Ziuńkowych opowieści Zbigniew Waszkielewicz żegna się ze swoim bohaterem, dając do zrozumienia, iż to już zbiór zamknięty. Nie jestem o tym do końca przekonany, bo nie chodzi tutaj o jakąś konkretną postać literacką, a o sposób patrzenia na świat i dawania mu świadectwa, czyli jego opisywania. Być może wujek Ziuniek pojawi się w jakiejś innej Waszkielewiczowej postaci, jeśli nie literackiej, to może teatralnej… Lektura tych opowieści przywiodła mi na myśl prozę Arno Surminskiego. Przy całej odrębności stylistycznej, u obu tych autorów wyczuwam pewną wspólnotę łagodności w podejściu do ludzi, ich świata oraz wydarzeń, które owi właśnie ludzie sami owemu światu gotują. Coś na kształt mądrej wyrozumiałości, którą osiąga się dopiero w pewnym wieku.

Dopełniająca pierwszą część kontynuacja Ziuńkowych opowieści, pióra Zbigniewa Waszkielewicza, jest bardzo warta publikacji i lektury, gdyż nie krzyczy błyskotliwą formą, czy wartką fabułą, a mimo to nawet filozof ją zrozumie ;)

Wojciech Marek Darski

Fundusz Neumannów

SZANSA NA STYPENDIUM

XVIII edycja konkursu
"Stypendium dla najzdolniejszych"

Wyniki